Polecamy

Co jest mobilne, a co nie?

Tak, wiem. Jesteśmy wortalem technologii mobilnych, więc kto jak kto, ale my akurat powinniśmy wiedzieć co jest mobilne, a co nie. Ale świat się zmienia, urządzenia stają się mniejsze i jeszcze bardziej mobilne. Wraz z pojawieniem się i upowszechnieniem smartphonów zasadne stało się postawienie na przykład pytania, czy laptopy pozostały mobilne?

Brzmi głupio, prawda? W końcu przyzwyczailiśmy się, że co jak co, ale laptop to mobilny komputer. Można go załadować do torby czy plecaka i przejść się z nim choćby i na szczyt Mount Everestu. Przyznam, że sam nie zastanawiałbym się nad tym co jest, a co nie jest mobilne, gdyby nie krótka informacja, na którą trafiłem przypadkiem dopiero dziś (choć ma już ze dwa tygodnie).

Okazuje się, że podczas sesji Q&A Mark Zuckenberg, czyli twórca Facebooka, zapytany o to, kiedy pojawi się aplikacja na iPada odparł, że tablet nie jest urządzeniem mobilnym. Pierwsza reakcja publiczności była do przewidzenia – śmiech i przekonanie, że Zuckenberg się przejęzyczył. Cóż, nie przejęzyczył się. Po chwili powtórzył to samo dodając jedynie, że nie ma nic przeciwko Apple.

Tak, też bym się zaśmiał za pierwszym razem. Ale teraz, po przemyśleniu sprawy jestem bliższy stwierdzenia, że definicja mobilności się zmienia, albo zaczyna zmieniać. I o ile jakiś czas temu za „urządzenie przenośne” można było uważać laptopa, to teraz już niekoniecznie. Ryzykowna teza, wiem. Ale i tak pluję sobie w brodę, że nie wpadłem na to wcześniej.

A miałem okazje.

Na przykład gdy mój kolega z pracy kupił sobie pięknego laptopa i po jakimś tygodniu czy dwóch zaczął się z nim pojawiać w bibliotece, gdzie pisał pracę magisterską. Minęło pół roku – praca nienapisana, ale on już laptopa ze sobą nie nosi. Stoi sobie mobilny komputer w domu, podłączony do telewizora, w wyjście audio ma wetknięty kabelek od głośników, do tego mysz, drukarka i tak dalej. Nie wiem gdzie Grzegorz ma torbę do noszenia laptopa. On sam też już nie pamięta gdzie ją wcisnął.

Podobnie było z moim nieodżałowanym laptopem – też za moją sprawą stracił swoją mobilność. W pewnym momencie po prostu odechciało mi się go dźwigać. To zjawisko jest coraz bardziej widoczne – ludzie kupują netbooki czy laptopy zamiast komputerów stacjonarnych i trzymają je w domu czyniąc je de facto biurkowym sprzętem, który tylko w teorii służy do przenoszenia. Tak, mogą je odplątać, zapakować do toreb czy plecaków i zabrać na wycieczkę, ale to już wymagałoby pewnego nakładu „pracy” i uczyniło z „wycieczki” wyprawę. Na własny użytek nazywam to zjawisko laptopem stacjonarnym.

Miałem okazje, ale na myśl nie wpadłem. Cóż, miałem pewnie też okazję założyć Facebooka i nie założyłem.

Ale mimo, że stacjonarne laptopy to zjawisko powszechne, to jednak nie aż tak, żeby odmawiać laptopom czy netbookom mobilności. Dużo czasu spędzam w bibliotekach, w czytelniach i widzę, że przychodzi tam sporo osób z komputerami. Ba! Nie pamiętam już kiedy widziałem naszego RedNacza bez komputera w plecaku. Czyli jednak nie wszyscy uwiązują swoje notebooki smyczami kabelków w domu.

Słowa Zuckenberga o iPadzie otworzyły mi oczy na coś innego. Mobilność można (i należy!) stopniować. Niby oczywiste, ale teraz bardziej niż kiedyś trzeba o tym pamiętać. Tak, dwadzieścia lat temu wszyscy mogli być zachwyceni tym, że mogą wygodnie przenieść komputer w teczce. Teraz pojawiły się smartphony wyposażone w systemy operacyjne, aplikacje, przeglądarki dokumentów, dostęp do Internetu i sprawa się nieco skomplikowała. Bo co jest bardziej przenośne: laptop, czy komórka? Co mam częściej przy sobie? Czy ludzie zawsze mają przy sobie swoje komputery? Nie. Komórki? Też pewnie nie (jak pływam na basenie, to raczej się do mnie nie dodzwonicie), ale jednak zdecydowanie częściej. Gdy idę na imprezę nie targam ze sobą netbooka. Pewnie nie targałbym także iPada. Za to na 100% miałbym ze sobą telefon.

Zuckenberg to inteligentny facet. Może nie jakiś wielki wizjoner, można mu zarzucać problemy z etyką, ale inteligencji odmówić mu nie sposób. I chyba właśnie zauważył coś bardzo ważnego. Nasze postrzeganie mobilności się zmienia. Kiedyś wystarczył przenośny komputer ważący nawet i 4 kilogramy, teraz prawie wszystkie jego funkcje może zastąpić nam mieszczący się w kieszeni smartphone. iPad w kieszeni się nie mieści. I to chyba, mieszczenie się w kieszeni właśnie, już za chwileczkę, już za momencik stanie się podstawowym warunkiem jakie będzie musiało spełnić urządzenie, by zostać nazwanym mobilnym. Takie kryterium kieszonkowości.

Taki to już technologiczny świat jest – wszystko się zmienia i zmienia znaczenie. Nasze myślenie o mobilności też pewnie niedługo się zmieni. O ile już się nie zmieniło. A Wy jak sądzicie? Czy już czas poddać w wątpliwość mobilność laptopów i tabletów? Czy jeszcze trochę zaczekać? A może po prostu wymyślić dla takich „teoretycznie mobilnych” urządzeń jakąś nową szufladkę?

Komentarze

  1. Jacek pisze:

    Kieszonkowosc – bardzo dobre spotrzeżenie.
    Jednakże, aby mówić o prawdziwej mobilności konieczne jest aby urządzenie spelniało 2 kryteria na raz:
    1. kieszonkowość tj. przenośnych w kieszeni,
    2. zaawansowane funkcje, tak aby można było użyć urzadzenia jako substytutu komputera.

    Tak naprawdę cechy te posiadają tylko smartphony z iOS ora Androidem oraz urzadzenia ala Samsung Galaxy Tab miesczczący się w kieszeni spodni lub marynarki.
    iPad niestety nie spełnia tych kryteriów – nadaje się tylko do domowo-mobilnego internetu, gier, muzyki i filmów.

  2. Hens pisze:

    To chyba też zależy od sposobu użytkowania danego sprzętu. Jeżeli np. ktoś na studia nosi w plecaku codziennie ze sobą netbooka lub tablet internetowy to myślę, że jest to sprzęt, który jak najbardziej spełnia kryteria mobilności.

  3. Anonim pisze:

    Myślę, że takie definicje można wyznaczać dla „tu” i „teraz”. To się zmienia bardzo szybko.

Zostaw komentarz

Connect with Facebook

palmtop.pl © copyrights 2000-2010
G-Point.biz