Polecamy
Czytnik eClicto – recenzja
Kategoria: Polecamy, Sprzęt .:. 2010-07-09 .:. autor: Starzyński .:. czytnik, czytnik ebooków, e-book, E-ink, ebook, eClicto, eink, kolporter, książka elektroniczna, papier elektroniczny, Recenzje
Tym razem w moje redaktorskie ręce wpadł nie telefon, nie laptop, a czytnik książek. I to nie byle jaki, bo polski. Do redakcji palmtop.pl przybył czytnik eClicto, a ja miałem okazję zagłębić się w lekturze. Jesteście ciekawi jak się czytało? Zapraszam do naszej recenzji.
eClicto to nie samo urządzenie, ale cały, złożony projekt. Składa się z czterech części – internetowej księgarni, bloga, oprogramowania i samego czytnika. Historia rozpoczyna się w grudniu 2009 roku, kiedy to Kolporter zaprezentował światu swoje dzieło – pierwszy czytnik książek elektronicznych polskiej produkcji. My, w redakcji mieliśmy okazję pobawić się czytnikiem przez tydzień, poczytać sobie co nieco, posłuchać muzyki i pooglądać na nim grafikę.
Wygląd, budowa, delikatność, obsługa:
Na dobry początek trzeba sobie coś jasno powiedzieć. eClicto piękny nie jest. Nieco zbyt kanciasty, czarny kolor obudowy wydaje się jakiś taki… mało czarny. Przyciski bardzo czytelne, ale trudno o nich powiedzieć, że ładne. Widać, że design nie jest najmocniejszą stroną polskiego czytnika, zwłaszcza, że rzuca się w oczy jego „plastikowość”. Wydaje się, że nie użyto tworzywa najwyższej jakości.
Z drugiej strony trudno się spodziewać fajerwerków – przecież mamy do czynienia z urządzeniem, które powinno powalać funkcjonalnością, a nie wyglądem.
eClicto rozmiarem przypomina niedużą, niewiele większą od kieszonkowej książkę – może nieco cienką. Jego dokładne wymiary to : 118x188x8,5mm. Mamy zatem do czynienia z urządzeniem na tyle niewielkim, że wygodnie można je ze sobą zabierać niemal wszędzie i jednocześnie na tyle dużym, żeby wygodnie się na nim czytało.
eClicto jest także bardzo lekki (174g) co ma zalety i wady. Zalety są oczywiste – nie tylko zajmuje mało miejsca w plecaku, ale także prawie nic nie waży. Wady? Cóż, tak lekkie urządzenie sprawia po prostu wrażenie bardzo delikatnego. Gdyby to ode mnie zależało, dociążyłbym czytnik tak, żeby ważył jednak ciut więcej. Wydawałby się wtedy solidniejszy.
Jednak i tak czytnik leży w dłoni prawie równie dobrze jak książka, a chyba o to chodzi.
Centralną i najważniejszą częścią jest ekran wykonany w technologii e-ink. Pod nim znajdziemy kilka przycisków służących do nawigacji w menu. Wszystkie przyciski funkcyjne (takie jak na przykład WSTECZ, czy przycisk wywołujący menu kontekstowe) znalazły się na krawędziach czytnika. To bardzo dobre i ergonomiczne rozwiązanie. Dzięki temu podczas czytania nie musimy się „namachać” rękami, by zmieniać ustawienia. W ogóle najwięcej wejść, wyjść i przycisków znajdziemy na krawędziach.
Górna krawędź to przede wszystkim przycisk ON/OFF i slot na karty microSD, lewa – skrót do odtwarzacz, menu kontekstowe, WSTECZ i ULUBIONE. Na prawej krawędzi mamy zaś dwa ważne przyciski służące do powiększania i pomniejszania tekstu.
Pod ekranem nieco z lewej strony znajdują się przyciski nawigacyjne. I z nimi mam największy kłopot. Z jednej strony trudno je zaprojektować jakoś inaczej, a z drugiej niekoniecznie są najwygodniejsze w użyciu. Chyba coś w rodzaju krzyżaka znanego z padów byłoby wygodniejsze w użyciu niż dwa plastikowe kółka, które dość ciężko się przyciska – są dość sztywne. Przy dłuższym czytaniu można to poczuć w palcach.
Co poczytamy:
eClito obsługuje wiele formatów plików. Podstawowym jest ECL czyli dokument w formacie specjalnie przygotowanym dla tego właśnie czytnika przez Kolportera. Poza tym oczywiście urządzenie radzi sobie z PDFami, EPUB, TXT i HTML. Na czytniku możemy także oglądać pliki graficzne (JPG, GIF, BMP), tyle, że z powodu technologii w jakiej został wykonany wyświetlacz nie uświadczymy w nich kolorów.
Wyświetlacz:
Właściwie to słowo „wyświetlacz” nie jest najlepsze do określenia tego, co ma do zaoferowania eClicto. Wszak mamy do czynienia z technologią e-papieru i e-atramentu, czyli nic nie jest tutaj podświetlane. na matrycy o przekątnej 6 cali znajdują się po prostu miliony mikrokapsułek z czarnymi i białymi cząstkami.
Fakt, że nie ma podświetlenia nie tylko dodatnie wpływa na czas działania baterii, ale także sprawia, że eClicto i jemu podobne czytniki nie mają najmniejszych problemów ze światłem słonecznym. Nic się tutaj nie odbija, nic nie staje się niewidoczne w agresywnym promieniach słońca. Oczy nie męczą się tak jak przy czytaniu z monitora, czy jakiegokolwiek innego wyświetlacza. Podobnie nie ma najmniejszych problemów z kątami widzenia – prawie zupełnie tak, jakbyśmy czytali ze zwykłej książki.
Oznacza to też, że do czytania potrzebujemy zewnętrznego oświetlenia, eClicto nic nam sam nie podświetli. W ciemności możemy zapomnieć o czytaniu.
Rozmiar ekranu jest dobrze dopasowany do naszych czytelniczych przyzwyczajeń. Jest wielkości niedużej kartki papieru i czyta się z niego bardzo wygodnie, zwłaszcza, że tekst możemy powiększać i pomniejszać. Trzeba też zauważyć, że litery są bardzo wyraźne i dobrze widoczne.

E Ink to bardzo ciekawa technologia, ale nie bez ograniczeń i wad. Po pierwsze – brak kolorów, jedynie kilka odcieni szarości, a po drugie – podczas zmiany strony, czy w ogóle tego co jest na ekranie wyświetlane obraz na ułamek sekundy staje się czarny. Nie wynika to z wad czytnika, a jest po prostu niedoskonałością technologii. Na natychmiastową, bezbolesną zmianę stron, taką jaką mamy w monitorach LCD czy innych nie możemy tu liczyć. Natomiast możemy być pewni, że jakość obrazu jest niezależna od oświetlenia.
Kupujemy książki:
I tu pierwsze zaskoczenie. To, że żeby kupić jakąś książkę muszę podłączyć czytnik do komputera nie jest zaskakujące. Podobnie jak to, że trzeba się zarejestrować, założyć konto itd. Zaskakujące natomiast jest to, że komputer z którego korzystam zostaje przypisany do mojego konta. Co jeśli zdecyduję się zmienić system, czy wręcz kupić nowy komputer? Co jeśli jestem na wakacjach i chcę sobie kupić książkę, a komputer został w domu? Digital Rights Management, czyli niesławny DRM sięgnął już e-booków. I nie jest to chyba najlepszy pomysł na świecie.
Ale na osłodę powiem, że procedura kupowania książek jest prosta.
Po pierwszym podłączeniu do komputera automatycznie instaluje się na nim program eClicto Manager, rejestracja jest krótka i szybka, po kliknięciu w link aktywacyjny możemy już spokojnie kupować książki.
Po prostu dodaje się je do koszyka, płaci na przykład przelewem internetowym, potem trochę trwa konwersja i przerzucanie ich na czytnik i voila – możemy sobie poczytać.
Bateria:
Producent twierdzi, że bateria wystarczy na przeczytanie około 500 stron. Jak rzadko się zdarza – tym razem jest to prawda. Kolporter uczciwie podszedł do tematu i akumulator starcza na mniej więcej tyle. Tylko to nieco za mało. Oznacza to, że na jednym ładowaniu przeczytamy dwie, półtorej książki. Konkurencyjne czytniki jak Kindle oferują znacznie więcej. Ale też znacznie więcej kosztują.
eClicto – dla kogo?
eClicto jest w porządku. To dobry czytnik, ale fajerwerków po nim spodziewać się nie możemy. Jego główną zaletą ma być chyba cena, dlatego nie uświadczymy ani modnego designu, ani świetnej jakości tworzyw sztucznych, czy bardzo wytrzymałej baterii. Znajdziemy w nim za to solidny czytnik e-booków i usługę przystosowaną do polskiego rynku. Zwyczajnie za złotówki możemy kupować polskie książki. Rzecz nie do przecenienia. Nie musimy się bawić w czytanie po angielsku, nie musimy kombinować, nie musimy udawać, że jesteśmy z innego kraju. Po prostu kupujemy i już.
Dodatkową zaletą czytnika jest jego niska cena. Jak już mówiłem – nie uświadczymy fajerwerków, ale dostaniemy solidne urządzenie dobrze wykonujące swoje zadania, a chyba o to w tym wszystkim chodzi.
Czytnik eClicto specyfikacja:
Wymiary: 118x188x8,5 mm
Waga: 174 g
Wyświetlacz: 6”, 600×800, 166 dpi
Bateria: 1000mAh
Obsługiwane pliki: PDF, EPUB, TXT, HTML, JPG, GIF, BMP
Pamięć wewnętrzna: 512 MB (do wykorzystania 200MB)
Pamięć operacyjna: 64 MB







Wysyłam...




























Czemu tego nie miałem, jak musiałem czytać i nosić ze sobą „Krzyżaków”.
Miałem zamiar kupić ten wynalazek ale właśnie się zniechęciłem: baterią, procesem kupowania książek (najpewniej wymagany komputer z systemem Windows…) a przede wszystkim ceną. Absolutny max za urządzenie tego typu to jak dla mnie 500zł. Nie wiem skąd się wzięły te kosmiczne ceny za urządzenia nie wykorzystujące żadnej innowacyjnej technologii (poza e-papierem, który przecież miał być tani).
Jednak wolę drogie tradycyjne książki lub męczarnie przy czytaniu książki za pomocą smartfona i małego ekranu, który strasznie męczy oczy.
dalej kolporter łamie licencje na oprogramowanie użyte w eclicto czy w końcu załatwili tę sprawę?